Komisja biskupa Krementza - jak badano objawienia w Gietrzwałdzie
Filip Krementz (1819-1899) sprawował urząd biskupa warmińskiego od 1867 do 1885 roku, kiedy to został arcybiskupem Kolonii i kardynałem. Dziś skupimy się wyłącznie na jego roli w tym, jak przebiegało oficjalne badanie objawienia w Gietrzwałdzie 1877 latem i jesienią pierwszego roku zjawisk.
18 VIII 1877
ks. Karau, ks. Stock, ks. Hipler
Dittrich, Poschmann, Sonntag
31 VIII 1877
Biskup Krementz - dlaczego zwołał komisję w sierpniu 1877?
Biskup Filip Krementz zwołał komisję 18 sierpnia 1877 roku, ponieważ o objawieniach w Gietrzwałdzie dowiedział się przypadkiem z królewieckiej gazety podczas podróży bierzmowania na Litwie. Po powrocie do Fromborka stwierdził, że żadne urzędowe pismo o zdarzeniach do niego nie wpłynęło, więc 6 sierpnia 1877 zażądał od proboszcza Augustyna Weichsla pełnego sprawozdania.
Sytuacja była dla biskupa o tyle delikatna, że Warmia w 1877 roku znajdowała się w samym sercu Kulturkampfu. Ustawy majowe z 1873 roku pozbawiły dziesiątki parafii proboszczów, a polskojęzyczna ludność była traktowana przez Bismarcka jako wróg wewnętrzny. Pojawienie się objawień maryjnych w polskiej wsi mogło zostać uznane przez władze pruskie za prowokację polityczną.
Biskup Krementz musiał działać szybko, ale nie pochopnie. Z jednej strony Kościół wymagał formalnego badania, z drugiej każde zaangażowanie biskupa mogło zostać wykorzystane przeciwko diecezji. Komisja musiała pracować dyskretnie, kompetentnie i zostawić dokumentację, która obroniłaby się w razie ataku, nie potwierdzając jednak zjawisk publicznie.
Instrukcja Krementza - co biskup polecił komisji zbadać?
Biskup Krementz polecił komisji zbadać pięć obszarów: osobistości i wiarygodność najbliższych świadków objawień, treść samych objawień, autentyczność pogłosek o nagłych uzdrowieniach, ogólne skutki tych zdarzeń oraz autorytety stojące za ich rozszerzaniem. Instrukcja została wręczona dwóm dziekanom warmińskim 18 sierpnia 1877 roku.
Wszystkie pięć punktów wymagało bezpośredniego kontaktu z miejscem zdarzeń, przesłuchania wizjonerek osobno (żeby wykluczyć zmowę) i sporządzenia protokołów w miejsce przysięgi. Biskup zażądał, by komisja przedłożyła pisemne sprawozdanie z dołączeniem aktów - czyli dokumentów źródłowych, nie tylko streszczenia.
Komisja miała zbadać:
- "Osobistość i wiarogodność najbliższych świadków objawień"
- "Treść samych tak zwanych objawień"
- "Autentyczność pogłosek o nagłych uzdrowieniach"
- "Zaszłe dotąd skutki tych zdarzeń"
Komisja biskupia - kto wszedł w jej skład?
W skład komisji weszło trzech kapłanów: ks. Augustyn Karau (dziekan olsztyński, bezpośredni przełożony proboszcza Weichsla), ks. Edward Stock (dziekan barczewski z sąsiedniego dekanatu Wartenborskiego) oraz ks. prof. Franciszek Hipler (regens Seminarium Duchownego w Braniewie, najwybitniejszy historyk Kościoła warmińskiego XIX wieku).
Wszyscy trzej byli niemieckiej narodowości i znali ludność polską z wieloletniej pracy duszpasterskiej.
Wybór składu nie był przypadkowy.
- Karau jako bezpośredni przełożony Weichsla musiał być w komisji - dziekan nie mógł zostać pominięty, gdy badano sprawy w jego dekanacie.
- Stock pochodził z sąsiedniego dekanatu, co dawało perspektywę zewnętrzną i wykluczało zarzut stronniczości miejscowej.
- Hipler był z kolei najwybitniejszym uczonym w diecezji - znał metodologię historyczną, języki źródłowe i kanoniczne procedury weryfikacji zjawisk nadprzyrodzonych.
Co istotne, wszyscy trzej byli niegdyś katolickimi nauczycielami religii w gimnazjum protestanckim, a później rządowymi inspektorami szkolnymi - mieli więc doświadczenie w obiektywnym przesłuchiwaniu, sporządzaniu protokołów i pracy w środowisku niekatolickim. To nie byli wiejscy proboszczowie skłonni uwierzyć w cuda na zawołanie.
Obaj księża dziekani, podobnie jak ks. Weichsel, niemieckiej są narodowości, niemieckie odebrali wykształcenie, obaj w wieku więcej 50 lat, obaj niegdyś katoliccy nauczyciele religii przy gimnazjum protestanckim.
Przesłuchania wizjonerek - jak komisja pracowała 22-30 sierpnia 1877?
Komisja pracowała w Gietrzwałdzie w dwóch turach - od 22 sierpnia 1877 roku i ponownie 30 sierpnia. Łącznie spędziła w Gietrzwałdzie cztery dni na przesłuchaniach. Wizjonerki były badane bardzo ściśle - osobno, w obecności innych duchownych, a ich oświadczenia spisywano protokolarnie "w miejsce przysięgi" (formuła używana wtedy, gdy świadek nie mógł być formalnie zaprzysiężony, ale jego zeznanie miało moc dokumentu).
Procedura była zaprojektowana tak, by wyeliminować możliwość zmowy. Każda z czterech wizjonerek - 13-letnia Justyna Szafryńska, 12-letnia Barbara Samulowska, dorosła Katarzyna Wieczorek i wdowa Elżbieta Bilitewska - była przesłuchiwana oddzielnie. Komisja kazała przedłożyć wszystkie dotychczasowe notatki ks. Weichsla, przesłuchała matki dzieci, świadków pielgrzymów oraz członków rady kościelnej.
Komisja przebadała też dwoje dzieci pod kątem szkolnych postępów, charakteru, podejmowanych podarków (które obie konsekwentnie odrzucały mimo ubóstwa rodziców) i zachowania przed objawieniami oraz po nich. Stwierdzono, że Justyna i Barbara są dziećmi "moralnymi, posłusznymi, chętnymi do pracy, niekłótliwymi, wolnymi od wszelkiej przygany; osobliwej skłonności do nabożeństwa nie okazują".
Justyna i Barbara - czy zeznania wizjonerek się zgadzały?
Zeznania Justyny i Barbary zgadzały się przez większość okresu objawień, ale 24 lipca 1877 roku doszło do pierwszej publicznej rozbieżności dotyczącej chorągwi - Justyna twierdziła, że Maryja powiedziała "mają być chorągwie i krzyż", Barbara że widziała przy Maryi krzyż i dwie chorągwie. Proboszcz Weichsel uznał tę różnicę za na tyle poważną, że tymczasowo zakazał dziewczynkom modlitwy na zwykłym miejscu.
To zdarzenie, choć z pozoru kompromitujące, ostatecznie zostało uznane za argument za rzetelnością wizjonerek. Komisja zauważyła, że ilekroć oświadczenia dzieci się różniły, "nigdy jedna nie zastosowała się do oświadczeń drugiej, ale po prostu pozostawała przy tym, co raz powiedziała". W przypadku zmowy obie automatycznie dopasowałyby narrację.
Druga znana sprzeczność pojawiła się 22 sierpnia 1877 - Justyna twierdziła, że Maryja pokaże się ostatni raz w sobotę "w moje Urodziny", Barbara że w niedzielę. Gdy komisja kazała im zapytać ponownie, każda przyszła z tą samą poprawką: pomyliła się ta druga, ja mam słuszność. Każda mówiła to nie wiedząc, co odpowiedziała druga - i każda potwierdziła to, co powiedziała druga. Ostateczna data (8 września, sobota) okazała się prawidłowa.
Lekarze w Gietrzwałdzie - kim było trzech niezależnych badaczy?
Wizjonerki badało trzech lekarzy z trzech różnych miast Warmii: dr August Dittrich z Dobrego Miasta (5-6 września 1877), dr Poschmann z Ornety (7 września 1877, dwa razy) oraz dr Adolph Sonntag z Olsztyna, królewski radca zdrowia i chirurg powiatowy (8 września 1877). Sonntag był ewangelikiem (protestantem), co dodatkowo wzmacniało wiarygodność jego ocen - nie miał osobistego interesu konfesyjnego w potwierdzaniu cudów katolickich.
Wszyscy trzej przybyli niezależnie od siebie, bezpośrednio lub pośrednio zaproszeni przez biskupa Krementza, który po wizycie w Gietrzwałdzie 4-5 września 1877 wyraził otwarte zdziwienie, że "żaden lekarz dotąd zjawiska tego nie zbadał". Każdy z lekarzy przygotował i podpisał osobne sprawozdanie pisemne, które trafiły do dokumentacji biskupiej.
Dobre Miasto, 5-6 IX
Orneta, 7 IX (2 razy)
Olsztyn, 8 IX, ewangelik
wszystkie pisemne
Test atropinowy dr. Sonntaga - jak badano wizjonerki 7-8 września?
Dr Sonntag i dr Poschmann rano 7 września 1877 roku zastrzyknęli każdej z czterech wizjonerek po kropli roztworu atropiny w lewe oko, żeby sprawdzić, czy źrenica zareaguje rozszerzeniem podczas spodziewanego stanu nieczułości. Atropina zadziałała standardowo - źrenica lewego oka rozszerzyła się znacząco, podczas gdy źrenica prawego oka, niezakroplona, reagowała prawidłowo na padające światło słońca. Następnie podczas modlitwy różańcowej dr Sonntag dwukrotnie ukłuł Justynę Szafryńską igłą w lewe ramię - i dziewczynka wyraźnie zareagowała bólem.
Tego samego dnia po południu Sonntag powtórzył kłucie igłą u 12-letniej Barbary Samulowskiej - i ona również wyraźnie zareagowała. Co więcej, Justyna podczas drugiego kłucia "wygięła się całkiem na lewą stronę i spojrzała na mnie z nieukontentowaniem, także zastawiała się lewym ramieniem broniąc się" - dokładnie tak, jak zareagowałby człowiek, który nie jest w stanie zupełnego odrętwienia.
To kluczowy fakt, który często bywa pomijany lub przekręcany w popularnych opisach Gietrzwałdu. Lekarze NIE potwierdzili, że wizjonerki były w stanie zupełnej nieczułości - i właśnie to wzmocniło wiarygodność świadectw, a nie osłabiło.
Sprawozdania lekarskie - co napisali Dittrich, Poschmann i Sonntag?
Sprawozdania trzech lekarzy są mocno zróżnicowane w szczegółach, ale spójne we wnioskach: cztery wizjonerki były cieleśnie i umysłowo zdrowe, nie cierpiały na epilepsję, katalepsję ani inne choroby nerwowe, ale podczas objawień obserwowano "objawy, które z fizjologią pogodzić się łatwo nie dadzą" - jak to ujął dr Poschmann. Żaden z lekarzy nie zdiagnozował symulacji ani oszustwa.
Dr Dittrich stwierdził ustanie czucia mięśniowego na powierzchni ciała wizjonerek, brak reakcji na ukłucia igłą i szczypanie skóry oraz to, że ramiona "spadały własnym ciężarem bezwładnie, gdy im podporę usunięto". Jednocześnie odnotował, że nie wystąpiły żadne ślady katalepsji, kurczów ani innej ukrytej choroby - czyli stanu zachwytu nie da się wyjaśnić chorobą.
Dr Poschmann zauważył spadek tętna o 10-12 uderzeń, lodowate zimno rąk i ramion, zapadnięcie twarzy oraz "mdły wzrok" - i podsumował: "objawy, które z fizjologią pogodzić się łatwo nie dadzą". Dr Sonntag był najostrożniejszy i wyraźnie podkreślił, że trzy z czterech wizjonerek "nie znajdowały się w stanie zupełnej nieczułości" - przyznając jednocześnie, że krótkość czasu obserwacji (3 do 8 minut na każde objawienie) wykluczała pełną diagnostykę.
Wypowiadam moje zdanie także, że cztery osoby przezemnie badane na ciele i umyśle zupełnie są zdrowe, że w rodzinach tychże nie było żadnych chorób umysłowych ani nerwowych, lecz że podczas klęczenia na grobie występowały u nich objawy - umniejszenie uderzeń pulsu, zimno w rękach i ramionach, zapadnięcie twarzy, mdły wzrok - objawy, które z fizjologią pogodzić się łatwo nie dadzą.
Sprawozdanie Karaua i Stocka - co zawierał raport z 31 sierpnia 1877?
Sprawozdanie dziekanów Karaua i Stocka z 31 sierpnia 1877 zostało wysłane do biskupa Krementza wraz z dołączonymi aktami źródłowymi i zawierało jednoznaczny wniosek: "objawienia w Gietrzwałdzie muszą mieć realną podstawę". Komisja wykluczyła możliwość świadomego oszustwa, ale jednocześnie nie przesądzała o nadprzyrodzonym charakterze zjawisk.
Cztery główne argumenty dziekanów za rzetelnością wizjonerek to:
- prostota dzieci i ich niewinność,
- jednostajne zachowanie od początku objawień,
- brak interesu materialnego (dzieci konsekwentnie odrzucały podarki mimo ubóstwa rodziców)
- oraz to, że gdy odpowiedzi się różniły, każda z dziewczynek zostawała przy swojej wersji bez dostosowywania się do drugiej.
Co istotne, dziekani podkreślili wpływ objawień na wiernych: "prawie wszyscy odwiedzający to miejsce poprzednio w swoich kościołach parafialnych spowiedź świętą odprawiają". Wskazali też na zdumiewającą ciszę i porządek wśród tysięcznych tłumów - co potwierdzili nawet obecni żandarmi, którzy "przyznać musieli, że zupełnie są tam niepotrzebni".
Ze wszystkich badań naszych doszliśmy do tego przekonania, że objawienia w Gietrzwałdzie muszą mieć realną podstawę.
Dekret Kościoła - dlaczego Krementz nigdy nie zatwierdził objawień?
Biskup Krementz nigdy nie wydał dekretu zatwierdzającego objawienia w Gietrzwałdzie, ponieważ jego ostrożność wynikała zarówno z procedury kościelnej (Sobór Trydencki wymagał świadectw zaprzysiężonych, a komisja zbierała oświadczenia protokolarne "w miejsce przysięgi"), jak i z trwającego Kulturkampfu - publiczne zatwierdzenie cudów w polskiej wsi mogłoby zostać użyte przez Bismarcka jako pretekst do dalszych represji wobec diecezji.
Krementz nie zaprzeczał objawieniom ani ich nie potępiał. Jego stanowisko streszczała wydana 21 listopada 1877 zgoda na druk książki Hiplera ("Imprimatur") z wyraźnym zastrzeżeniem, że "to pozwolenie druku ani wyroku kościelnego względem pochodzenia i charakteru rzeczonych zjawień w sobie nie zawiera". Mówiąc prosto: drukujcie, badajcie, ale to nie jest oficjalne stanowisko Kościoła.
Oficjalne zatwierdzenie kanoniczne nastąpiło dopiero 100 lat później, 11 września 1977 roku, gdy dekret podpisał biskup warmiński Józef Drzazga w obecności prymasa Stefana Wyszyńskiego i kardynała Karola Wojtyły. Krementz tej chwili nie dożył.
List biskupa Krementza z 1878 roku - co znaczył dla pielgrzymów?
Biskup Filip Krementz w liście z 24 września 1878 roku ustanowił formułę, która przetrwała stulecie: "każdemu pozostawia się swobodę" odbywania pielgrzymek do Gietrzwałdu i osobistej oceny zjawisk. To był kompromis - Kościół nie zakazywał, nie zatwierdzał, ale nie utrudniał. Pielgrzymki mogły trwać dalej.
Sformułowanie miało głęboki sens praktyczny. Dla pielgrzymów oznaczało, że ich pobożność nie jest zakwestionowana - mogli przychodzić, modlić się, używać poświęconej wody ze źródełka i przykładać błogosławione płótno bez ryzyka konfliktu z hierarchią. Dla wiernych sceptycznych oznaczało, że nikt ich nie zmusza do wiary w objawienia - osobista ocena pozostawała ich sprawą.
Z perspektywy kanonicznej list 1878 roku był punktem zatrzymania procesu, nie jego końcem. Akta komisji 1877, sprawozdania lekarzy, protokoły wizjonerek - wszystko to pozostało w archiwum diecezjalnym i czekało na kolejne pokolenia. Sto lat później dokumenty te stały się podstawą decyzji Drzazgi, Wyszyńskiego i Wojtyły o koronacji obrazu (1967) i ostatecznym zatwierdzeniu objawień (1977).
Sam biskup Filip Krementz pozostał w pamięci jako pasterz, który nie poszedł na łatwiznę w ani jedną stronę.
Najczęściej zadawane pytania
Podsumowanie
Akta komisji biskupa Filipa Krementza z 1877 roku to nie tylko zabytek archiwalny. Czterech wizjonerek, troje kapłanów-komisarzy, trzech lekarzy z trzech miast, jeden ewangelik, dwie polskie dziewczynki w wieku 12 i 13 lat - i ich świadectwo nadal trzyma się wszystkich standardów weryfikacji kanonicznej.
Komisja Krementza pokazała, że Kościół w XIX wieku potrafił prowadzić śledztwo metodyczne, dokumentowane, z udziałem niezależnych specjalistów innego wyznania - i opublikować wyniki w pełnej formie. W przededniu jubileuszu 150-lecia objawień (2027) Gietrzwałd pozostaje miejscem szczególnie ważnym dla pielgrzymów z całej Europy.
Źródła:
ks. Franciszek Hipler, Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwałdzie podług urzędowych dokumentów spisane, Brunsberga 1883 Warmińskie Wydawnictwo Diecezjalne, Olsztyn 2017 (reprint), ISBN 978-83-88348-50-1
Sprawozdanie ks. Augustyna Karaua i ks. Edwarda Stocka z 31 sierpnia 1877 Sprawozdanie lekarskie dr. Augusta Dittricha z Dobrego Miasta, wrzesień 1877
Sprawozdanie lekarskie dr. Poschmanna z Ornety, 14 września 1877
Sprawozdanie lekarskie dr. Adolpha Sonntaga z Olsztyna, 9 września 1877
Imprimatur biskupa Filipa Krementza z 21 listopada 1877, Frombork List biskupa Filipa Krementza z 24 września 1878
Sobór Trydencki, Sessio XXV (1563)
Papież Urban VIII, dekret De servorum Dei beatificatione (1625-1634)
Kongregacja Nauki Wiary, Normy postępowania w rozeznawaniu domniemanych objawień (1978)
Dekret biskupa Józefa Drzazgi z 11 września 1977 zatwierdzający objawienia gietrzwałdzkie
Źródła, opracowania i własna wiedza z praktyki przewodnickiej MazuryTravel.pl

