Olsztyński areszt (2/6) – Spacer na Dzień Przewodnika 2026
Posłuchaj co mówiłam o olsztyńskim areszcie w Radiu Olsztyn
O tych najbardziej nieprawdopodobnych, a zarazem najmniej znanych historiach tutejszego aresztu miałam również okazję opowiadać na antenie Polskiego Radia Olsztyn, goszcząc w audycji redaktora Roberta Lesińskiego "Poznaj Warmię i Mazury".
Mroczne początki i katowski topór na dziedzińcu
Dzisiejszy areszt w centrum miasta został zbudowany na początku XX wieku jako regularne więzienie, w którym zamykano w jednym czasie zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Jak ustalił badacz Jerzy Czołgoszewski w publikacji dla „Komunikatów warmińsko-mazurskich”, do 1939 roku placówka ta była miejscem, gdzie regularnie wykonywano najwyższe wymiary kary.
Egzekucje odbywały się w niezwykle brutalny sposób, ponieważ skazańców ścinano toporem prosto na więziennym dziedzińcu. Do wybuchu II wojny światowej stracono w ten ostateczny sposób co najmniej osiem osób, w tym również dwie kobiety.
Tragiczne losy i okrutne wyroki dla skazanych kobiet
Wśród około dwudziestu pięciu osadzonych wówczas pań, dwie spotkał los tragiczny i ostateczny. Pierwszą z nich skazano za otrucie żony swojego kochanka. Co szokujące, w momencie wyroku kobieta była w ciąży i urodziła za kratami córkę. Choć ówczesne prawo pruskie pozwalało matce przebywać z noworodkiem do roku, ścięto ją wraz z kochankiem, gdy mała córeczka miała zaledwie trzy i pół miesiąca.
Druga ze straconych na podwórzu aresztu kobiet miała na sumieniu równie ciężkie zbrodnie. Dowiedziono jej winy w związku ze śmiercią trzech własnych mężów, a dodatkowo była podejrzewana o zabójstwo czwartego.
Więzienna codzienność i surowy rygor
Początki funkcjonowania olsztyńskiego więzienia wiązały się z ogromnym rygorem, zakazem rozmów między osadzonymi i stosowaniem ciężkich kar cielesnych. Pobudkę ogłaszano biciem w dzwon już o godzinie 5:45, a do 7:00 więźniowie musieli wynieść kubły z nieczystościami, przynieść czystą wodę, posprzątać cele i posłać łóżka.
Również dieta nie rozpieszczała osadzonych. Rano dostawali jedynie ciemny płyn nazywany więzienną kawą, 300 gramów chleba i odrobinę melasy, w południe serwowano bezmięsną zupę kartoflaną, a po wieczornym posiłku o 18:00, ich ciężki dzień kończył się już o 19:00. Nieco łagodniejsze zasady, w tym pozwolenie na tytoń, wprowadzono dopiero po I wojnie światowej.
Praca osadzonych i genialny, kryminalny plan
Mimo tak brutalnego rygoru, w więzieniu dochodziło do sytuacji, które z dzisiejszej perspektywy wydają się wręcz kuriozalne. Skazani byli zobowiązani do pracy na rzecz zakładu – gotowali, sprzątali, kobiety pieliły ogródki, a piśmienni wykonywali prace kancelaryjne. Wynajmowano ich również do robót w pobliskich folwarkach ziemskich, chociażby w Starym Olsztynie.
Wykorzystując swoje nabyte umiejętności, kilku wyjątkowo sprytnych osadzonych dorobiło się własnego wytrycha. Narzędzie to pozwalało im na swobodne otwieranie zamków w celach od wewnątrz, co dało początek jednemu z najbardziej niesamowitych procederów w historii kryminalistyki.
Nocne włamania na miasto i perfekcyjne alibi
Zamiast jednak uciekać na wolność raz na zawsze, więźniowie ci potajemnie wydostawali się nocą za mury i szli na włamania do bogatych mieszkańców miasta. Kradli pieniądze oraz kosztowności, po czym z cennymi łupami wracali prosto do aresztu i dla niepoznaki sami zamykali się w swojej celi.
Ten niesamowity proceder, zapewniający im bezbłędne alibi, trwał w najlepsze przez całe pół roku. Przy okazji otwierali oni również cele osadzonych pań, dzięki czemu za zamkniętymi murami kwitło bujne, nocne życie towarzyskie.
Zgubny wpływ alkoholu i ostateczna wpadka
Złote czasy olsztyńskich włamywaczy skończyły się przez ich własną, zgubną brawurę. Pewnej nocy postanowili zabrać jedną z osadzonych kobiet na wspólną wyprawę do miasta, skąd ukradli spore ilości alkoholu.
Po powrocie za kraty wypili tak dużo, że podczas porannej pobudki strażnicy znaleźli ich wszystkich głęboko śpiących w jednej celi. Natychmiastowa rewizja ujawniła zrabowane przedmioty oraz cenne wytrychy, kładąc bezpowrotny kres ich nocnym, szalonym eskapadom.
Tajemnica kości pod kapliczką i słynne procesy
Historia miejsca, w którym stoi areszt, kryje jeszcze jedną mroczną tajemnicę. Zanim pod koniec XIX wieku wybudowano więzienny mur, znajdowała się tu szosa do Klebarka oraz kapliczka św. Jana Nepomucena. Gdy zburzono ją pod budowę zakładu, odkryto mnóstwo ludzkich kości, co wskazuje na istnienie w tym miejscu dawnego cmentarza, być może zarazowego.
Na przestrzeni lat olsztyński areszt widział też wiele głośnych spraw, jak proces pani Shaenbeck, której przyjazdowi w karocy towarzyszyły tłumy gapiów. Choć to właśnie ta sprawa mocno zapisała się w pamięci mieszkańców, to historie o więźniach wychodzących nocą na włamania stanowią zdecydowanie najbardziej fascynującą, nieopowiedzianą anegdotę tego miejsca.
Podsumowanie
Zapraszam na wycieczkę do Lidzbarka Warmińskiego z doświadczonym przewodnikiem MazuryTravel.pl. Pokażę Ci miasto Kopernika, Krasickiego i Hozjusza tak, jak nie zobaczysz go sam!Źródła:
Źródła, opracowania i własna wiedza z praktyki przewodnickiej MazuryTravel.pl