Wilczy Szaniec - zamach Stauffenberga na Hitlera. Krok po kroku
Operacja Walkiria i przygotowania
Kiedy prowadzę grupy przez Wilczy Szaniec, zawsze zatrzymuję się w tym samym miejscu. To niepozorna polana z resztkami fundamentów i granitową tablicą. Turyści pytają czasem - czy to tu? Tak. Tu stał barak, w którym 20 lipca 1944 roku jeden człowiek był o krok od zmiany historii świata.
Opowiem Wam o tym dniu tak, jak opowiadam na każdej wycieczce - godzina po godzinie, krok po kroku. Bo żeby zrozumieć zamach na Hitlera, trzeba najpierw stanąć w miejscu gdzie się wydarzył.
Kluczowe fakty:
| Kategoria | Dane | Szczegóły |
|---|---|---|
| Data i czas | 20 lipca 1944 godz. 12:42 | godz. 12:42 |
| Wykonawca | Claus Schenk von Stauffenberg | Pułkownik |
| Ofiary | 4 śmiertelne | 17 rannych |
| Hitler | przeżył | z lekkimi obrażeniami |
| Los Stauffenberga | rozstrzelany 21 lipca 1944 | o godz. 00:10 w Berlinie |
| Łączna liczba ofiar represji | 4-5 tys. osób | szacunkowo |
Kim był Claus von Stauffenberg?
Zanim wejdziemy w szczegóły tamtego dnia, muszę Wam powiedzieć kilka słów o człowieku który go zaplanował. Claus Schenk hrabia von Stauffenberg nie był fanatykiem ani desperatem. Był jednym z najbardziej cenionych oficerów Niemieckiego Sztabu Generalnego - zdyscyplinowanym, odważnym, niezwykle skrupulatnym.
Urodził się w 1907 roku w arystokratycznej rodzinie z Bawarii. Wojsko było jego powołaniem od młodości. Kiedy Hitler doszedł do władzy, Stauffenberg początkowo - jak wielu oficerów - liczył na to że nowy kanclerz wzmocni Niemcy. Rozczarowanie przychodziło stopniowo. Zbrodnie na froncie wschodnim, eksterminacja Żydów, prowadzenie wojny w sposób który Stauffenberg uważał za szaleństwo - to wszystko przekonało go że Hitler musi zostać zatrzymany.
W kwietniu 1943 roku został ciężko ranny w Afryce Północnej. Stracił prawe oko, prawą rękę i dwa palce lewej ręki. Podczas rekonwalescencji podjął ostateczną decyzję - wstąpi do spisku i sam dokona zamachu. Kiedy prowadzę wycieczki i pokazuję zdjęcie Stauffenberga przy tablicy pamiątkowej, zawsze zwracam uwagę na jedną rzecz: ten człowiek wiedział że uzbrajając bombę będzie miał do dyspozycji tylko trzy palce jednej ręki.
Spisek - operacja Walkiria
Zamach z 20 lipca 1944 roku nie był impulsywnym aktem. Był częścią starannie przygotowanego planu o kryptonimie Walkiria - Valkyrie.
Plan zakładał dwa etapy. Pierwszy: fizyczna likwidacja Hitlera w jego kwaterze głównej. Drugi: natychmiastowe przejęcie władzy w Berlinie przez spiskowców zanim ktokolwiek zdąży zareagować. Do spisku należeli między innymi generał Ludwig Beck, Carl Friedrich Goerdeler przewidziany na kanclerza nowego rządu, generał Friedrich Olbricht oraz Werner von Haeften - adiutant Stauffenberga który towarzyszył mu w dniu zamachu.
Stauffenberg był w wyjątkowo korzystnej pozycji - jako szef sztabu Armii Rezerwowej miał regularne wstępy na narady w Wilczym Szańcu i bezpośredni kontakt z Hitlerem. To czyniło go idealnym wykonawcą.
Wcześniej były już dwie próby. W lipcu 1944 roku Stauffenberg dwukrotnie przyleciał do Wilczego Szańca z ładunkami wybuchowymi gotowymi do użycia - i dwukrotnie wycofał się, bo na naradach nie było jednocześnie Hitlera, Himmlera i Göringa. Spiskowcy chcieli wyeliminować całe kierownictwo. Trzecia próba miała być ostateczna.
Uczestnicy narady 20 lipca 1944 - kto był w baraku?
Na naradzie w baraku konferencyjnym znajdowało się 25 osób. Oto pełna lista:
- Adolf Hitler
- Generał Adolf Heusinger - szef oddziału operacyjnego wojsk lądowych
- Generał Günther Korten - zginął w zamachu
- Pułkownik Heinz Brandt - zginął w zamachu, ten który przestawił teczkę
- Generał Karl Bodenschatz
- Pułkownik Heinz Waizenegger - adiutant Keitla
- Generał Rudolf Schmundt - zginął w zamachu
- Pułkownik Heinrich Borgmann - adiutant Hitlera
- Pułkownik Walther Buhle
- Wiceadmirał Jesco von Puttkamer
- Heinrich Berger - stenograf, zginął w zamachu
- Kapitan Heinz Assmann
- Major John von Freyend - adiutant Keitla, ten który udostępnił pokój
- Generał Walther Scherff
- Kontradmirał Hans Voss
- SS-Hauptsturmführer Otto Günsche - adiutant Hitlera
- Pułkownik Nicolaus von Below
- SS-Brigadeführer Herman Fegelein - przedstawiciel Himmlera
- Heinz Buchholz - stenograf
- Major Herbst Büche - adiutant Jodła
- Franz Sonnleithner - przedstawiciel MSZ
- Generał Walter Warlimont
- Generał Alfred Jodl
- Feldmarszałek Wilhelm Keitel
- Pułkownik Claus von Stauffenberg - opuścił barak przed eksplozją
Zamach – godzina po godzinie
Wieczorem Stauffenberg ostatni raz spotyka się ze współspiskowcami w Berlinie. Omawiane są szczegóły operacji Walkiria - przejęcia władzy w stolicy. Haeften przygotowuje ładunki wybuchowe. Stauffenberg pakuje teczkę. Obaj wiedzą że następnego dnia nie będzie odwrotu.
Stauffenberg i Haeften wyjeżdżają z Berlina na lotnisko Rangsdorf. Stauffenberg jest spokojny, skupiony. W teczce dwa ładunki plastycznego materiału wybuchowego owinięte koszulą.
Samolot Heinkel He-111 startuje z Rangsdorf. Na pokładzie oprócz Stauffenberga i Haeftena jest jeszcze oficer łącznikowy Stieff. Lot trwa ponad dwie godziny.
Samolot ląduje na lotnisku Wilamowo, 6 km od Wilczego Szańca. Na płycie lotniska czeka samochód z kierowcą. Temperatura tego dnia przekracza 30 stopni Celsjusza - upalne, wilgotne mazurskie południe.
Samochód przechodzi przez kontrolę przy wartowni zachodniej. Stauffenberg i Haeften okazują przepustki. Żołnierze SS rutynowo sprawdzają dokumenty. Teczka z ładunkami nie jest rewidowana - Stauffenberg jest znany w kwaterze.
Po przyjeździe Stauffenberg zjada śniadanie w mesie oficerskiej. Kilka minut po 11:00 udaje się do baraku sztabu dowodzenia na krótką naradę wstępną. Zachowuje się normalnie, rozmawia z oficerami, nie zdradza żadnego niepokoju.
Stauffenberg z grupą oficerów przechodzi do bunkra Keitla (obiekt nr 19). Feldmarszałek Wilhelm Keitel - szef Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu - omawia z nim kwestie związane z Armią Rezerwową. To pretekst. Stauffenberg potrzebuje być blisko centrum kwatery przed naradą główną.
W tym samym czasie w kwaterze zapada decyzja o przesunięciu głównej narady z 13:00 na 12:30. Powód: popołudniowa wizyta Mussoliniego. Stauffenberg dowiaduje się o tym podczas spotkania u Keitla. Ma teraz o pół godziny mniej niż planował.
Zapada też druga decyzja - narada nie odbędzie się w ciężkim bunkrze (schronie dla gości nr 6) lecz w drewnianym baraku konferencyjnym. Lipcowy upał sprawia że betonowy bunkier bez klimatyzacji jest nie do wytrzymania.
Oficerowie ze spotkania u Keitla zaczynają wychodzić w kierunku baraku narad. Stauffenberg oświadcza że chciałby się odświeżyć i zmienić koszulę - prosi o chwilę przerwy. Major Freyend, adiutant Keitla, udostępnia mu swój pokój.
Do pokoju wchodzą Stauffenberg i Haeften. Zamykają drzwi. Stauffenberg wyciąga ładunki. Zaczyna uzbrajać pierwszy - trzema palcami lewej ręki wciska zapalnik, niszczy szklany zbiornik z kwasem. Kwas zaczyna powoli przeżerać drut. Za dziesięć minut nastąpi wybuch.
W tym momencie do drzwi puka feldfebel Werner Vogel. Narada zaraz się zaczyna. Stauffenberg powinien wychodzić. Vogel czeka za drzwiami. Na uzbrojenie drugiego ładunku nie ma czasu. Haeften chowa go do swojej teczki. Stauffenberg wkłada uzbrojony ładunek do swojej teczki - zawinięty w koszulę, niewidoczny. Wychodzą.
Stauffenberg wchodzi do baraku konferencyjnego jako jeden z ostatnich. W środku jest już Hitler i 23 inne osoby. Temperatura w baraku mimo otwartych okien jest wysoka. Referat wygłasza generał Heusinger - omawia sytuację na froncie wschodnim.
Stauffenberg prosi majora Freyenda o miejsce blisko Hitlera - tłumaczy że słabo słyszy po urazie w Afryce. Freyend wskazuje mu miejsce po lewej stronie Hitlera, przy rogu dużego dębowego stołu.
Stauffenberg stawia teczkę pod stołem, po wewnętrznej stronie masywnego wspornika nogi stołu. Od Hitlera dzieli go około 2 metry i ten wspornik.
Po kilku minutach Stauffenberg szepcze do Freyenda że musi odebrać pilny telefon z Berlina - w sprawie Armii Rezerwowej. Wychodzi. Nikt nie zwraca na to większej uwagi - wychodzenie i wchodzenie podczas narad było na porządku dziennym.
Stauffenberg wychodzi z baraku i szybkim krokiem zmierza w kierunku adiutantury, 200 metrów przez las.
W baraku pułkownik Brandt, stojący obok miejsca gdzie była teczka, potrzebuje podejść bliżej stołu żeby lepiej widzieć mapy. Teczka mu przeszkadza. Przesuwa ją nogą - na zewnętrzną stronę wspornika. Teraz masywny dębowy wspornik stoi między teczką a Hitlerem.
Brandt nie wie co jest w teczce. Nie wie, że właśnie wykonał gest który uratuje życie Führera i odbierze jego własne - zginął w wybuchu kilka minut później.
Ładunek wybucha. Siła eksplozji w drewnianym baraku z otwartymi oknami rozchodzi się częściowo na zewnątrz. Dach zostaje wyrwany. Stół z mapami przewrócony. Ludzie rzuceni o ściany.
Stauffenberg stoi przy adiutanturze. Widzi i słyszy eksplozję. Widzi unoszącą się chmurę dymu i gruzu. Jest pewien że nikt przy tym stole nie przeżył.
Stauffenberg i Haeften wsiadają do samochodu. Kierowca jedzie w stronę wartowni południowej. Na terenie kwatery zapada alarm - telefony zaczynają dzwonić, oficerowie biegają. Ale nikt jeszcze nie wie co się stało.
Przy wartowni wartownik zatrzymuje samochód. Stauffenberg wysiada, wchodzi do budki i dzwoni do oficera dyżurnego - stwierdza że jest umówiony na lotnisku. Kilka minut napięcia. Wartownik przepuszcza samochód.
Haeften wyrzuca przez okno nieuzbrojony drugi ładunek w las przy drodze na lotnisko.
Samolot startuje z Wilamowa. Stauffenberg i Haeften lecą do Berlina pewni zwycięstwa.
Na teren kwatery przybywa Mussolini. Hitler wita go na peronie kolejowym z zabandażowaną ręką, osmalonymi włosami i rozerwanymi spodniami. Kilka godzin później pokazuje mu zniszczony barak.
Do Berlina dociera wiadomość że Hitler żyje. Pucz się sypie.
Stauffenberg, Haeften, Olbricht i Mertz von Quirnheim zostają rozstrzelani na dziedzińcu przy Bendlerstrasse. Stauffenberg podobno krzyknął przed śmiercią: Niech żyją wolne Niemcy. Ciała wywieziono w nocy i spalono.
Detonacja obu ładunków bez wątpienia zabiłaby wszystkich. Feldfebel Vogel przerwał Stauffenbergowi zaledwie o minutę za wcześnie.
Ciężki betonowy schron (obiekt nr 6) zmaksymalizowałby energię. Cienkie ściany baraku narad sprawiły, że fala uderzeniowa wyrwała się na zewnątrz.
Ponad 30-stopniowy, duszny lipcowy upał wymusił otwarcie wszystkich okien w budynku, co dało dodatkowe ujście potężnemu ciśnieniu eksplozji.
Płk Heinz Brandt przesunął nogą teczkę o kilka centymetrów, ukrywając ładunek za bardzo masywnym i grubym wspornikiem dębowego stołu.
Dlaczego sie nie udało
- Tylko jeden ładunek zamiast dwóch To najważniejszy czynnik. Eksperci są zgodni - detonacja obu bomb jednocześnie zabiłaby wszystkich przy stole bez wyjątku. Stauffenberg wiedział o tym. Drugi ładunek był przygotowany, spakowany, gotowy. Zabrał mu go Vogel pukając do drzwi.
- Feldfebel Vogel i kwestia minuty Werner Vogel przyszedł po Stauffenberga zaledwie kilkadziesiąt sekund za wcześnie. Gdyby przyszedł minutę później, drugi ładunek byłby uzbrojony. Vogel nie wiedział co robi - wykonywał rutynowe polecenie. Historia mogła się zmienić przez jedną minutę.
- Barak zamiast bunkra Pierwotne miejsce narady - schron dla gości (obiekt nr 6) - to ciężki żelbeton ze ścianami grubości 4-6 metrów i stropem 6 metrów. Eksplozja nawet jednego ładunku w zamkniętej betonowej przestrzeni zabiłaby wszystkich. Drewniany barak z otwartymi oknami rozproszył falę uderzeniową na zewnątrz. Zmiana miejsca narady o sto metrów uratowała Hitlera.
- Przestawienie teczki przez Brandta Masywny dębowy wspornik stołu konferencyjnego - gruby na kilkanaście centymetrów, solidny jak belka - stanął między ładunkiem a Hitlerem gdy Brandt przesunął teczkę. Brandt zapłacił za ten gest życiem. Hitler ocalał.
- Gruby dębowy blat stołu Niezależnie od wspornika - sam blat stołu konferencyjnego miał kilka centymetrów grubości i ważył setki kilogramów. Pochłonął część energii wybuchu. W bunkrze z betonową podłogą teczka leżałaby bezpośrednio na ziemi - fala poszłaby w górę, wprost w ludzi przy stole.
- Otwarte okna Był upalny lipcowy dzień. Wszystkie okna baraku były otwarte. Fizycy wybuchu są zgodni - w zamkniętej przestrzeni ciśnienie po eksplozji jest wielokrotnie wyższe. Otwarte okna dały fali uderzeniowej ujście. Gdyby narada odbywała się zimą, przy zamkniętych oknach, wynik mógłby być inny.
- Stauffenberg nie był w środku w momencie wybuchu Gdyby Stauffenberg pozostał w baraku i detonował ładunek elektrycznie lub zdalnie - mógłby kontrolować moment wybuchu i upewnić się że Hitler stoi w odpowiednim miejscu. Zapalnik czasowy wymagał wyjścia, co z kolei dało Brandtowi czas na przestawienie teczki.
- Hitler przypadkowo zmienił pozycję Zeznania świadków mówią że Hitler w pewnym momencie narady pochylił się mocno nad stołem, opierając się o blat - co oznaczało że był niżej niż normalnie i bardziej osłonięty przez stół w momencie wybuchu.
- Drugi ładunek wyrzucony w lesie Haeften wyrzucił nieuzbrojony drugi ładunek przez okno samochodu w drodze na lotnisko. Gdyby go zatrzymali i znaleziono go przy nim z materiałem wybuchowym - cały spisek wyszedłby na jaw natychmiast. Wyrzucenie go było słuszną decyzją, ale też dowodem że możliwość drugiej próby tego dnia była już niemożliwa.
Co stało się po zamachu?
W Berlinie - upadek puczu
Stauffenberg wylądował w Berlinie około godziny 15:00. Przez chwilę wyglądało na to że pucz ma szanse - spiskowcy przejęli część budynków w centrum miasta. Ale o godzinie 16:00 do Berlina dotarła wiadomość że Hitler żyje i jest tylko lekko ranny.
Pucz zaczął się sypać natychmiast. Oficerowie którzy chwilę wcześniej byli po stronie spiskowców zaczęli się wycofywać. Około godziny 23:00 opór się załamał.
Po godzinie 24:00 Stauffenberg i Haeften zostali rozstrzelani na dziedzińcu Ministerstwa Obrony przy Bendlerstrasse w Berlinie. Razem z nimi zginęli generał Friedrich Olbricht i pułkownik Albrecht Mertz von Quirnheim. Rozkaz egzekucji wydano bez sądu, w nocy, przy świetle reflektorów samochodów.
Represje
W kolejnych miesiącach Hitler przeprowadził bezlitosne czystki. Gestapo aresztowało tysiące ludzi - uczestników spisku, ich rodziny, osoby nawet luźno powiązane ze spiskowcami. Część z nich trafiła przed Trybunał Ludowy prowadzony przez Rolanda Freislera - słynący z poniżania oskarżonych pokazowych procesów.
Większość skazanych powieszono na specjalnie skonstruowanych hakach rzeźnickich w berlińskim więzieniu Plötzensee. Egzekucje filmowano - podobno na polecenie Hitlera który chciał oglądać nagrania.
Łącznie w wyniku represji po zamachu zginęło od 4 do 5 tysięcy ludzi. Wśród nich byli generałowie, arystokraci, prawnicy, duchowni - ludzie którzy uwierzyli że Niemcy można ocalić od wewnątrz.
Czy Stauffenberg był bohaterem?
Przy tablicy pamiątkowej Stauffenberga kończę opowieść i zwykle zapada cisza. Potem niemal zawsze pada to samo pytanie - czy był bohaterem?
To pytanie nie ma prostej odpowiedzi i nie zamierzam jej dawać.
Stauffenberg przez większość swojej kariery był lojalnym oficerem Trzeciej Rzeszy. Uczestniczył w kampanii polskiej i francuskiej. Przez lata służył systemowi który prowadził do Holokaustu i śmierci dziesiątek milionów ludzi. Nie był ideowym przeciwnikiem nazizmu od początku - jego sprzeciw dojrzewał latami, w dużej mierze pod wpływem tego co widział na froncie wschodnim.
Tablica którą możecie zobaczyć w Wilczym Szańcu nie rozstrzyga tych dylematów. Mówi tylko tyle: w tym miejscu stał barak, w którym Claus Schenk hrabia von Stauffenberg dokonał zamachu na życie Adolfa Hitlera. Zarówno on, jak i wielu innych którzy stawiali opór dyktaturze hitlerowskiej, zapłaciło za to życiem.
Faktów jest kilka. 20 lipca 1944 roku człowiek z trzema palcami jednej ręki wsiadł do samolotu, przyleciał do lasu w Prusach Wschodnich i próbował zatrzymać wojnę która pochłonęła już miliony istnień. Wiedział co go czeka jeśli się nie uda. Wiedział i tak wsiadł.
Co z tą wiedzą zrobić - każdy musi zdecydować sam.
Zatrzymajcie się przy tablicy chwilę. Warto.
Najczęściej zadawane pytania
Źródła:
Źródła, opracowania i własna wiedza z praktyki przewodnickiej MazuryTravel.pl
